niedziela, 5 sierpnia 2018

winter is coming

winter is coming
Hej, hej! 
Na wstępie chciałabym Wam wszystkim podziękować, nie spodziewałam się tak pozytywnego odbioru tego bloga, naprawdę! Dziękuję za wszystkie miłe słowa wsparcia! Podwójnie dziękuję osobom, które udostępniły bloga na swoich profilach. Buziaki! To miłe uczucie, jak ktoś docenia to co robisz;) 




Dzisiaj pokażę Wam zdjęcia z sesji, którą robiłyśmy już stosunkowo dawno temu, bo w grudniu. Jest to jedna z pierwszych, której efekty mnie zachwyciły. 







Do sesji wczułyśmy się całym serduszkiem. Wykonywałyśmy zdjęcia w czwartek. Oznacza to że, tego dnia zerwałyśmy się ze szkół tylko po to. Robiłyśmy je ładne kilka godzin.

Dodatkowo tak jak napisałam wcześniej, było to w grudniu, czyli możecie się domyślać jak bardzo zimno było na dworze. Kilka stopni. 





Jednak nawet to mi nie przeszkodziło żeby się rozebrać i pozować w samym sweterku.  
Blog z założenia miał być tylko ze zdjęciami, niestety ja chyba tak nie umiem, więc tradycyjnie: będą zdjęcia + to co mam do powiedzenia. 

Nigdy nie lubiłam zimy. Zima mnie przygnębia z wielu różnych powodów.
Przede wszystkim dlatego, że na dworze jest wiecznie ciemno, a to sprawia, że wszyscy jesteśmy smętni. Nigdzie nie chce się wychodzić. Zimą najchętniej wzięłabym przykład z niedźwiedzi i zapadła w sen. Co w sumie często mi się zdarza. 

Przetrwanie jesieni i zimy w Świnoujściu było dla mnie czymś okrutnym. 
Na początku dojeżdżałam. Codziennie wstawałam o 5:40, szykowałam się, mama wiozła mnie na stacje. Pociąg powinien odjeżdżać o 6:44. Jednak maszyny zimą też żyją swoim indywidualnym rozkładem. Opóźnienie. To słowo słyszałyśmy praktycznie każdego ranka.  

Z zimna nie dawałyśmy rady ustać tuląc się do siebie. Pociąg był zbawieniem. Miałyśmy stałą ekipę. Panowie trzymali się razem, a ja, 3 Natalki i Gabi za każdym razem zachwycałyśmy się niesamowitym konduktorem z tatuażami! 
Gorzej robiło się po wyjściu z pociągu, kiedy w tym przeraźliwym mrozie znowu trzeba było stać i czekać na prom. Prom oczywiście nie jest ogrzewany, bo czemu niby miałby być. 

Do miasta docierałyśmy (jak dobrze poszło!) o 7:45 i miałyśmy idealnie 15 minut na dojście do szkoły. Oczywiście dojazdy miały też swoje unikalne zalety, które przejawiały się cotygodniowym zrywaniem się z 15 minut fizyki (ZBAWIENIE!) .
W listopadzie razem z rodzicami ogarnęliśmy mi mieszkanko. Niby u cioci, która mieszkała piętro niżej ale jednak sama. 


Teraz pewnie myślicie, wow ale super, mogła sobie mieszkać sama, robić co chciała i te sprawy. No nie do końca tak było i nie do końca też, ja to tak obierałam. Z ciocią miałyśmy jedno wspólne wejście, więc żadne imprezy nie wchodziły w grę. 
Wszystkich znajomych miałam w Wolinie, w Świnoujściu raczej nie... 
Oczywiście zdarzyło mi się od czasu do czasu wyjść gdzieś z kimś wieczorem, były to jednak wyjątki. Zazwyczaj siedziałam sama. 

Przyprawiało mnie to o depresje! Całymi dniami nie miałam się do kogo odezwać poza rozmowami video. Przychodziłam ze szkoły, szłam kupić coś na obiad (chyba, że w biedrze akurat wydali tanie książki, wtedy ją kupowałam a na obiad najtańszą zupkę chińską), włączałam bajkę albo film na laptopie i szłam spać. Spałam do 19, wychodziłam na krótki spacer. 



Po 20 wchodziłam do wanny, bo tylko 
tam było mi ciepło (tak, ogrzewanie 
nie działało, miałam tylko farelkę i koc), siedziałam w łazience do 23 z książką i znowu szłam spać. 
Oczywiście mieszkanie tam miało mnóstwo pozytywnych stron, których czasami mi w mojej bursiance brakuje (szczególnie luksusowej łazienki). Jednak nie chciałabym wrócić do mojego tamtejszego stylu życia, bo był smutny i depresyjny. 

No chciałam napisać wam o moim stosunku do zimy, a wyszło jak zawsze - życiowa pogadanka o życiu! Musicie to jakoś znieść! Jak chcecie jakąś konkretną tematykę, albo jak macie pytania, to piszcie albo w komentarzu albo na priv a ja postaram się dostosować w następnym poście! 






DZIĘKUJĘ! DO NASTĘPNEGO!

środa, 1 sierpnia 2018

introduce myself

introduce myself
Hejka!
Jest to pierwszy post na tym blogu, więc nie oczekujcie od niego rewelacji. 
Z reguły rzeczy, które robimy po raz pierwszy wychodzą nam najmniej, czy to pierwszy film na youtubie, pierwszy post, pierwsze naleśniki, nawet pierwszy pocałunek - nie zawsze bywa taki jakiego oczekujemy. 
Sztuką jest jednak nie poddawać się, a wprawa i umiejętności przychodzą z czasem. 


Przed tym, jak zacznę publikować tutaj zdjęcia chciałabym trochę o sobie poopowiadać, ponieważ wydaje mi się, że zawsze lepiej wiedzieć coś o drugim człowieku. Chciałabym być dla Was Julitą, niż anonimową dziewczyną z internetu. 

A wiec urodziłam się 19 października 2001 i od początku mieszkam w Wolinie. Tak, to ta wyspa z wikingami, pewnie uczyliście się o niej w szkole! Wolin to małe miasteczko, niecałe 5 tys mieszkańców, wiec każdy każdego zna, a wszystko sprowadza się do tych samych osób. Jednak mimo tego, bardzo lubię tu mieszkać. 

Moje relacje z rodzicami są świetne, zawsze się dogadujemy, a kłótnie są rzadkością. Mam tez młodszą o 3 lata siostrę Martę. Kiedyś się nienawidziłyśmy, krzyczałyśmy na siebie, biłyśmy się , teraz jednak jest dla mnie jedną z ważniejszych osób i to chyba ona najbardziej mnie zna i zawsze stanie po mojej stronie. Rodzina generalnie jest dla mnie ważna. Jeżeli chodzi o rodzinę to oczywiście zaliczam tu też mojego 9 letniego psiaka Tobiego oraz czarną kocice Tinę. 

Gimnazjum skończyłam w Wolinie. Przygodę w liceum zaczęłam w Swinoujsciu, jednak z wielu względów, również za namową mojej przyjaciółki zrezygnowałam z tamtejszej szkoły. Od marca jestem uczennicą LO1 w Szczecinie i mieszkanką bursy. Jest ciężko, nauki jest dużo, ale wydaje mi się, że była to dobra decyzja. W LO1  chodzę do klasy lingwistyczno-europejskiej, co oznacza, że językiem dodatkowym jest włoski, który stał się jedna z moich pasji, obok nauki angielskiego. 

Nudę pozwala mi zabijać netflix i książki. Kiedyś jeździłam konno, dlatego moje najlepsze wakacyjne wspomnienia pozostawiłam w Rekowie na niesamowitych obozach, gdzie poznałam bardzo ważnych dla mnie ludzi, szkoliłam swoje umiejętności w naturalu oraz oglądałam najpiękniejsze zachody słońca z grzbietu. Zawsze interesowały mnie podróże, kilka fajnych miejsc już udało mi się zobaczyć aczkolwiek jest jeszcze cała lista, którą chciałabym kiedyś zrealizować. 
Wiele znaczy dla mnie muzyka, sama pomimo braku rytmu i słuchu muzycznego staram się grać na pianinie (które mam od 3 lat). Zazwyczaj z domu nie ruszam się bez słuchawek, w których lecą bardzo różne gatunki. Najbardziej chyba lubię rap. Wielką radość sprawiają mi koncerty. W ciągu roku byłam na 9, a najbliższy szykuje się 1 września.

Uważam, ze najważniejsi w życiu są ludzie, których poznajemy i którzy nas otaczają. To właśnie oni nadają wszystkiemu sens, wzbogacają nas i wpływają na naszą przyszłość. Staram się otaczać ludźmi, którzy dają mi szczęście i sprawiają, że się uśmiecham. Swojego czasu miałam świetną ekipę, to właśnie oni nękają mnie dzień w dzień i to właśnie z nimi mam najlepsze wspomnienia. I mam nadzieję, że dalej będziemy je zdobywali... 

A jaką jestem osobą na codzień? Tu właśnie przyadałyby się moje wariaty, bo to oni najlepiej by mnie opisali. Jestem raczej radosna, staram się emanować energią, rzadko kiedy się smucę. 
Jestem bardzo uczuciowa i kochliwa, przez co we wszystko wczuwam się całym sercem, czasami  nawet za bardzo. Jestem sympatyczna i otwarta na nowe znajomości, lubię poznawać  ludzi i zwiedzać mowę miejsca. Jednak, żeby nie było tak miło, jestem tez bardzo leniwa, wstaje o 12 i czasami ciężko mi się zebrać do zrobienia czegokolwiek. Jestem bardzo niezorganizowana, wszędzie mam bałagan, a wszystko robione jest spontanicznie lub na ostatnia chwilę. 

Swoją przygodę z blogowaniem zaczęłam w 2012, i tak powstał blog o pet party. Dosłownie, razem z Agatą poznaną w internecie pisałyśmy o grze. Nikt tego nie czytał, ale ile było przy tym zabawy. Po jakimś czasie, kiedy znudziła mi się już ta tematyka, założyłam nowego bloga na bloog i pisałam tam takie głupoty w stylu „jak zrobić galaretkę” czy „co to jest YouTube”, później zmieniłam platformę na bloggera, pisałam w dużej mierze o tym samym, wplatając historie z mojego życia. I o dziwo oby dwa blogi miały około 10 tys wyświetleń! W pewnym momencie uznałam, że zostanę recenzentką i wraz z Pati dzielnie od 2015 przez rok pisałyśmy o książkach i filmach. 
W 2015 założyłam również swojego prywatnego bloga, do którym pisze aż do dzisiaj. Traktuje go bardziej jak pamiętnik i prawdopodobnie bym umarła jeśli ktoś by go przeczytał. 

Nie wiem ile pogoszczę na tym blogu, przede wszystkim nawet nie wiem o czym tu pisać. Pomysł z założeniem tego bloga był bardzo spontaniczny. Tak jak pisałam na początku chciałabym tu umieszczać zdjęcia z sesji fotograficznych, bo bardzo lubię ich efekty. Wszystko teraz zależy pewnie od Pati i od tego czy będzie miała czas i ochotę popracować ze mną. Trzymajcie za nią kciuki! 

Dziękuje za uwagę! Będzie mi miło jeżeli coś po sobie zostawicie! Na pytania rownież odpowiem;) 


Copyright © 2016 julitvx , Blogger